Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 marca 2014

Bocian, bociuś! :)





"Uratowani! 
Uratowani jesteśmy! 
Bocian! 
Patrz, bocian!
Jak on żyje, to znaczy, że my też możemy! 
Bocian, bociuś!"
 
(tekst Maksa z filmu "Seksmisja"; scenariusz i reżyseria:
Juliusz Machulski) 

środa, 15 maja 2013

Nie zapominamy o niezapominajkach

Dziś dzień niezapominajki, chociaż patrząc na godzinę, o której piszę ten tekst, to już raczej wieczór niezapominajki. Tak czy owak, kwiatuszki są cudne i fajnie, że mają swoją datę w kalendarzu, a przypada ona właśnie dziś - 15 maja. Jak przypomniała mi Wikipedia akcję "Dzień Polskiej Niezapominajki" zapoczątkował w 2002 redaktor radiowej Jedynki, prowadzący  audycję "Ekoradio" pan Andrzej Zalewski. Był to pomysł trochę na przekór Walentynkom. Pierwsze obchody odbyły się 15 maja 2002 roku. Fajny pomysł, prawda?


wtorek, 7 maja 2013

"Hodowli mni gabinet" czyli lawenda od podstaw odsłona 2

Jeśli kogoś zainteresowało moje zmaganie z nasionami lawendy, zapoczątkowane tutaj spieszę z nowymi informacjami. Otóż z zapowiadanych szumnie 50 sztuk udało się wykiełkować 8. I tych 8 najbardziej upartych roślinek wygląda właśnie tak:



O dalszych losach moich lawend poinformuję Was w kolejnych postach. Już wkrótce czeka je nowe wyzwanie... przeprowadzka do innych doniczek.  Bo chociaż są maleńkie to jednak rosną i mają coraz większe wymagania podłożowe.
Sama jestem ciekawa czy chociaż jedna z tych lawendek przetrwa i wyrośnie na zgrabną roślinkę, która będzie mnie cieszyć swymi lawendowymi kwiatkami.
Na razie dbam o nie jak potrafię i kibicuję każdej z nich :)

sobota, 27 kwietnia 2013

Niespodziewany morza szum...

Zaniedbałam ostatnio naszego bloga, oj zaniedbałam. Zresztą nie tylko bloga, ale tak to już jest u mnie z wiosną, że zajęć gwałtownie przybywa, a czasu niestety nie. I nie pomaga wiosenna zmiana czasu, bo nie rozciąga mi doby. No, ale nie piszę, by narzekać, ale by pokazać Wam jeden z powodów, dla których nie poświęciłam wieczoru na stukanie w klawiaturę. Oto on: on Sopot, on Bałtyk i jeszcze ona: wiosna! :)
Wyjazd trafił mi się niczym ślepej kurze ziarno i może dlatego aż tak cieszył. Mimo, że trwał tylko kilka godzin. Albo raczej aż kilka godzin!  Zresztą, cóż będę ukrywać, mnie morze cieszy ZAWSZE, niezależnie od pory roku, pory dnia, temperatury czy stanu zarybienia wód. Po prostu uwielbiam zapach morza, jego szum i koloryt. A to kilka fotek z mojej mini podróży do Sopotu, może i Was ucieszy jego widok? 


niedziela, 17 marca 2013

"Hodowli mni gabinet" czyli lawenda od podstaw

Lubię lawendę. Bardzo. Dlatego gdy podczas zakupów (uwaga będzie lokowanie produktu) w Lidlu zauważyłam opakowanie z lawendowym obrazkiem bardzo się nim zainteresowałam. Niewiele mogłam się dowiedzieć z tego opakowania, bo napisy były w obcych dla mnie językach, ale napis "50 Lawendula  angustifolia", kilka piktogramów i informacja, że to, co mam w ręku to "hodowli mini gabinet" bardzo zadziałały na moją wyobraźnię. Cena ok 12 zł w przypadku 50 sadzonek lawendy - istna okazja! A w przypadku porażki hodowlanej - do przełknięcia. Zainwestowałam i zabrałam mój gabinet do domu.

Delikatnie dobrałam się do mojego "gabinetu" i oto co ujrzałam:
- paczka ziemi (a raczej jakiejś mieszanki stanowiącej podłoże),
- paczuszka z mikroskopijnymi nasionkami lawendy (trochę liczyłam, że będą to jednak jakieś roślinki)
- na o po odpowiednim zmontowaniu góry z dołem opakowania powstał ów "mini gabinet"...


Z duszą na ramieniu i lekką nutką rozczarowania (nasionka?!) zasiałam. Poczułam się jak baba, która siała mak i nie wiedziała jak, ale cóż zasiałam "od końca do końca, wszystko". Podlałam leciutko wodą i zakryłam przezroczystą częścią opakowania. Prawie natychmiast zaparowało. Pozostało mi czekać...




Działo się to wszystko 9 marca wieczorem, a więc parę dni temu.
Na drugi dzień znów leciutko podlałam i zakryłam.
Mój inspekcik stoi sobie blisko kaloryfera, a w dni słoneczne ma dużo słońca.

Wyobraźcie sobie moje zdumienie wczoraj, gdy odkryłam, że spod ziemi coś zielonego się przebija.
Dziś zobaczyłam to:


Nie wiem czy to moja wymarzona lawenda, na pewno to roślinki, czyli coś się dzieje!!!
Przy okazji fotografowania podlałam moje roślinki i znów je zakryłam. Czekam dalej.
Jestem bardzo ciekawa, co z tej hodowli wyjdzie:)

czwartek, 7 marca 2013

środa, 16 maja 2012

Mniszki, mlecze, miody i syropy.

Miód lubią prawie wszyscy. Jak wiadomo, bywa różny i można go pozyskać z przeróżnych źródeł. Prawdziwy - z własnej lub cudzej pasieki lub sztuczny - robiony z landrynek czy jakiejś innej gumy guar (nie polecam) z marketu.
By powstał ten najprawdziwszy, trzeba się czasem nieźle nalatać (gdy jest się pszczołą rzecz jasna).


Jednak można mieć miodek własnoręcznie zrobiony – też prawdziwy i bardzo zdrowy. By, go otrzymać pszczołą być nie musimy. Jednak początek, podstawa jest ta sama – musimy mieć kwiaty.


W moim domu zapanowała istna mniszko - mania. Nie, nie chodzi mi o mniszki z jakiegokolwiek zakonu, lecz o mniszka lekarskiego czyli mlecza naszego powszedniego. Cała kuchnia jest w odcieniach żółci od jaskrawożółtego - świeżo zebranych kwiatków do złocistomiodowego - gotowego syropu. No właśnie, bo o syrop tu chodzi. Syrop jest słodki, lepki, miodowy – dobry na wszystko od codziennego śniadania (doskonały na kanapkę zamiast miodu) do poprawy nastroju (zlizany z łyżeczki świetnie zastępuje lizaka).

By otrzymać syrop lub jak kto woli miodek z mniszka...
...wystarczy zebrać 200 kwiatków mniszka (samych łepków), następnie rozłożyć je (nie myte!) na białym papierze. Gdy po chwili wyjdą z kwiatków wszyscy ich dotychczasowi mieszkańcy i rozejdą się do innych zajęć, możemy zalać mlecze ½ litra zimnej wody. Teraz je gotujemy i macerujemy w tej wodzie przez noc. Następnego dnia przecedzamy, wygniatając kwiatki. Do otrzymanego wywaru dodajemy ½ kg cukru oraz 2 łyżki soku z cytryny. Całość gotujemy bez przykrycia, tak długo, by woda odparowała, a wywar nabrał konsystencji syropu. Syrop nie może być za rzadki, bo wtedy fermentuje, ani za gęsty, bo się skrystalizuje. Musi być po prostu w sam raz ;)


Polecam i życzę SMACZNEGO! 

Przepis pochodzi z książki pt. „Leki z bożej apteki” J. Schulz, E. Űberhuber, (Wydawnictwo Znaki Czasu, Warszawa 1988) i został wielokrotnie wypróbowany przez moją mamę. Zdjęcia są oczywiście moje.

piątek, 11 maja 2012

Bez lilaka nie ma wiosny

Biały był najszybszy, jak zwykle. Fioletowy troszkę się ociągał. Za to mój ulubiony miał wymagania niczym prawdziwa gwiazda. Czekał na deszcz, a o niego ostatnie u nas nie było łatwo. W nocy jednak popadało i gwiazda rozbłysła fioletowo - białym blaskiem. Niezależnie od koloru - wszystkie pachną obłędnie. Tak pachnie maj...

Bały bez już Wam pokazywałam, więc dziś pozostałe. Te ciut późniejsze "majowe pachnidełka" 


Byłabym zapomniała o... niezapominajkach. Te są sfotografowane specjalnie dla mojej Współblogowiczki, na poprawę humoru! 


Życzę Wam wszystkim spokojnego weekendu!

czwartek, 3 maja 2012

Bez, tuipany i stokrotki

Maleńkie białe kwiatki. Jeden koło drugiego. Setki maleństw. A każdy z nich pachnie...
Pachnie...
Pachnie!!
Bez. Taki niepozorny krzak, a tyle radości!  :)
Na razie zakwitł u mnie tylko jeden krzak - biały. Inne czekają na lepszy moment. Albo na deszcz? Jak zechcą rozkwitnąć, na pewno zagoszczą na naszym blogu.
Tymczasem zostawiam Wam tę majową kompozycję kwiatową i pędzę wygrzać się na słoneczku. Jutro podobno ma przyjść ochłodzenie. Podobno. Trudno w to uwierzyć, gdy termometr, który już się wygrzewa pokazuje właśnie 45,8 st. C!

czwartek, 26 kwietnia 2012

Od zieleni do koloru

Zaczęło się od tego, że szaro – brązowa ziemia zaczęła pękać. W szczelinach pokazały się małe, wątłe roślinki. Z czasem zaczęły nabierać siły. Wyprostowały się i nabrały koloru. Z początku była tylko zieleń. W różnych odcieniach, ale tylko ona. Zieleń nie wychodziła tylko z ziemi. Także gałęzie, do tej pory uśpione, nagle zaczęły się w nią ubierać. Wyglądało to tak, jakby ziemia i drzewa zaczęły grać w zielone.


No, ale jak długo można grać w zielone? W ogrodzie zdecydowanie brakowało kolorów. Pomógł deszcz i moja konewka. Po pewnym czasie w ogrodzie zaczęły pojawiać się inne kolory. Początkowo nieśmiało, jakby zawstydzone zaczerwieniły się tulipany. A i krzak bzu nie chciał być gorszy i ukazał lekko fioletowe pączki.


Potem poszło już znacznie szybciej. Pojawiły się bajecznie kolorowe bratki, puchate stokrotki i obłędnie pachnące fiołki. Do tej gromadki dołączyły pierwiosnki i mlecze. I chociaż te ostatnie zaliczają się bardziej do chwastów, niż do pożądanych gości ogrodowych to i tak lubię ich żółte łebki. A najbardziej podobają mi się w wersji dmuchawkowej. Ale na tę wersję będę musiała jeszcze trochę poczekać.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Szum skrzydeł i bojaźliwy rechot

Blady strach padł na żabi ród. Zazwyczaj spokój trwa do końca marca. Do tego czasu mogą swobodnie rechotać, kumkać i plumkać się w byle kałuży. Jednak z nadejściem kwietnia nad stawem zaczynają unosić się opary grozy. W powietrzu słychać złowrogi szum skrzydeł. Czarne cienie przelatują coraz częściej i częściej. Kreślą na niebie coraz mniejsze koła. Obserwują pilnie całą okolicę. Nikt nie może czuć się całkowicie bezpiecznie.
Biało-czarne sylwetki zakradają się bardzo cicho, na swych długich czarownych nogach.
Gdy wreszcie któregoś dnia w szuwarach rozlegnie się klekot, wiadomo już, że nie obędzie się bez polowania. Cytując klasyka: „nie ma co zwlekać, trzeba uciekać” – wiedzą to nawet kijanki.
Bociany nadchodzą.
Bociany już tu są! 

wtorek, 20 marca 2012

Pierwszy dzień wiosny

Uczyli mnie dawno temu, że wiosna zaczyna się w Polsce 21 marca. Ale to było dawno. Wtedy wiosna była jedna. Teraz są przynajmniej trzy: astronomiczna, kalendarzowa i meteorologiczna. Tak podają media. Dziś rano otrzymałam bardzo miłe życzenia z okazji Pierwszego Dnia Wiosny. Myślę, że osobę od której dostałam te życzenia też uczono tego co mnie, bo dołączyła takie oto wyjaśnienie:) : 

"Data początku wiosny
W XX wieku wiosna w strefie czasowej Polski rozpoczynała się zwykle 21 marca, zaś w miarę przybliżania się końca stulecia coraz częściej 20 marca. W 2011 roku pierwszy dzień wiosny przypadł na 21 marca (godz. 00:21), zaś wszystkie kolejne do roku 2047 będą obchodzone wyłącznie 20 marca, a od 2048 roku - 19 albo 20 marca. Kolejny początek wiosny w dniu 21 marca nastąpi dopiero w roku 2102[1]. Przyczyną zjawiska jest ruch punktu Barana związany z precesją ziemskiej osi rotacji.
Zródło  -wikipedia"


Mi w zasadzie wszystko jedno czy wiosna zaczęła się dziś, czy zacznie jutro. Grunt, by zrobiło się ciepło i kolorowo. Tylko co z dniem wagarowicza? ;p


Życzę Wam pięknej wiosny!
Bez względu na daty, pogodę i "ruch punktu Barana związany z precesją ziemskiej osi rotacji"
Niech trwa! :)

piątek, 2 marca 2012

Na skrzydłach gęsi przylatuje wiosna


Od rana słychać było u mnie gęganie. W końcu nie wytrzymałam, złapałam za aparacik i wyszłam. A tam na skrzydłach gęsi leciała na de mną wiosna. Termometr wygrzany we wczesnopopołudniowym słońcu pokazywał 18 stopni. A ja z rozdziawioną buzią gapiłam się w to błękitne niebo. (Mało to rozsądne z uwagi na to, że na de mną leciały ogromne stada dzikich gęsi). Zainteresowane nowym zjawiskiem koty gapiły się ze mną. I może to one nuciły:

„ ... oprócz drogi szerokiej oprócz góry wysokiej
oprócz kawałka chleba oprócz błękitu nieba
oprócz słońca złotego oprócz wiatru mocnego
oprócz błękitnego nieba
nic mi dzisiaj nie potrzeba... ”


(fragment piosenki zespołu Gulden Live pt. „Oprócz”)

niedziela, 29 stycznia 2012

Aż tu nagle...

Jest koniec stycznia. Mróz. Woda zmieniła swój stan z ciekłego na zdecydowanie stały. Nawet śniegu resztki jeszcze zalegają w zimnych zakamarkach ogrodu. Wyszłam na dwór z aparatem. Bateria padła po 2 zdjęciach. Mróz. Wydobyłam z kieszeni komórkę. Bateria po chwili spadła o jedną kreskę. Mróz. Mimo to spaceruję. Oglądam. Tu ptaszek, tam badylek. Mróz. Aż tu nagle... WIOSNA! No może jeszcze nie cała, ale jak najbardziej prawdziwa. Biała, świeża zredukowana do minimum, ale WIOSNA. No bo czymże są przebiśniegi jak nie wiosną właśnie? Zakwitły pierwsze, to zakwitną kolejne. Woda zmieni swój stan ze zdecydowanie stałego na jeszcze bardziej zdecydowany ciekły. I będzie ciepło! CIEPŁO BĘDZIE! I kolorowo i pachnąco. Będzie, prawda? Bo na razie mróz i przebiśniegi.